Każdy, kto zimą buduje wytrzymałość i robi długie wybiegania z plecakiem biegowym i bukłakiem, prędzej czy później trafia na ten sam problem: zamarznięty napój w rurce. Wychodzisz z domu, temperatura lekko poniżej zera, wszystko wygląda dobrze, aż po kilku kilometrach próbujesz się napić i nic nie leci. To nie przypadek, tylko fizyka. Już przy około –2°C zdarzało mi się, że rurka zwyczajnie zamarzała. Co ciekawe, sam bukłak zwykle nie stanowi problemu, bo ogrzewa go ciepło pleców. Zdarza się nawet, że na mrozie można napić się całkiem ciepłego napoju, jeśli weźmiemy większy łyk. Problemem jest cienka rurka wystawiona na zimne powietrze, która bardzo szybko oddaje temperaturę i zamarza jako pierwsza.
Na szczęście rozwiązanie jest proste i tanie. Żeby zapobiec zamarzaniu, potrzebna jest izolacja. Można użyć grubego materiału, ale najłatwiejsze i bardzo skuteczne rozwiązanie to zwykła otulina do rur z marketu budowlanego. Kosztuje kilka złotych, a działa lepiej niż niejeden „sportowy” patent. Ja używam właśnie tego sposobu i nawet podczas maratonu, gdy temperatura na zewnątrz wynosiła około –9°C, nie miałem problemu z zamarzaniem napoju w rurce.
Przygotowanie jest banalne. Wystarczy kupić cienką otulinę piankową o możliwie małej średnicy, zrobić nacięcie wzdłuż całej długości i wsunąć do środka rurkę bukłaka bez demontażu ustnika. Żeby całość była stabilna podczas biegu i nie przesuwała się na szelkach plecaka, dobrze jest w kilku miejscach zabezpieczyć otulinę taśmą izolacyjną. Nawet przy dużych kilometrażach taka osłona potrafi wytrzymać więcej niż jeden sezon, więc to rozwiązanie praktycznie bezobsługowe.
Przy temperaturach około –7°C zwykle nie miałem problemu z ustnikiem, natomiast przy –9°C i niżej po kilku kilometrach potrafi on zamarznąć. Na szczęście tu też rozwiązanie jest proste. Wystarczy włożyć ustnik pod bluzę, blisko ciała. Ciepło organizmu robi swoje i po kilku minutach można znowu normalnie pić. Czasem wystarczy nawet kilka minut biegu z ustnikiem schowanym pod warstwą odzieży.
Warto też unikać jednego częstego błędu. Nie wdmuchuj powietrza z powrotem do rurki po piciu. W teorii ma to „opróżnić” przewód z płynu, ale w praktyce powietrze wychładza się szybciej niż napój i przyspiesza zamarzanie. Efekt jest taki, że rurka może zamarznąć nawet wtedy, gdy jest w otulinie. Zdecydowanie lepiej pić regularnie małymi porcjami niż robić długie przerwy.
Jeśli zapowiada się naprawdę zimny trening, dobrze jest zabrać napój trochę cieplejszy niż zwykle. Nie gorący, ale wyraźnie ciepły. Po pierwsze wolniej zamarza, po drugie zimą łatwo zapominamy o piciu, bo nie czujemy pragnienia tak jak latem. A odwodnienie w niskiej temperaturze potrafi przyjść równie szybko, tylko bardziej podstępnie.
Zimą trening wytrzymałościowy jest trudniejszy logistycznie, ale jednocześnie bardzo wartościowy. Organizm pracuje inaczej, głowa uczy się dyscypliny, a komfort cieplny przestaje być oczywistością. Dlatego warto ogarnąć takie drobiazgi jak bukłak, żeby na trasie skupić się na biegu, a nie na walce ze zmarzniętą rurką. Czasem naprawdę niewielka modyfikacja robi ogromną różnicę.

